Google i Mastercard dzielą się danymi użytkowników kart płatniczych

Bloomberg: Mastercard sprzedał Google'owi dane dotyczące transakcji kartami płatniczymi

Część reklamodawców , którzy korzystają z usług Google’a być może sprawdzić, czy reklamy w sieci doprowadziły do zakupu w fizycznym sklepie. To wynik umowy jaką Google, w mniemaniu Bloomberga, podpisał z Mastercard. Gigant technologiczny uzyskał wgląd do danych dotyczących transakcji z użyciem kart płatniczych.

O sprawie donosi Bloomberg, któremu udało się porozmawiać z osobami, które brały udział w czteroletnich aż negocjacjach. Zdaniem 2 z tych osób Google zapłacił miał miliony dolarów za dostęp do danych. Inna osoba dodała, że firmy zastanawiały się dzięki dzieleniem przychodów z reklam. Rzeczniczka Google’a powiedziała Bloombergowi, że nie powstało układ dotyczące dzielenia się takimi przychodami.

Bloomber akcentuje, że obie firmy odrzucić informowały opinii publicznej o swojej współpracy, an pierwotnego klienci nie mieli myśli, że transakcje z kart Mastercard są zestawiane wraz z interakcjami, w jakie wkraczają z reklamami w internecie. Firmy zaznaczają jednak, hdy wszelkie dane były anonimizowane.

"Trendy dotyczące transakcji"

Rzeczniczka dodała, że wersja beta funkcji ruszyła w 2017 roku, a firma przygotowała wcześniej „nową technologię szyfrowania, która uniemożliwia Google’owi i jego partnerom sprawdzenia danych empirycznych, pozwalających na zidentyfikowanie użytkowniików".

– Nie mamy dostępu do żadnych informacji osobowych z kart kredytowych i debetowych naszych partnerów. Nie udostępniamy też jakichkolwiek danych osobowych naszym partnerom – zaznacza firma w komunikacie. Google dodaje, hdy użytkownicy mogą wypisać się ze śledzenian ich zachowania w sieci i w aplikacjach. Nie ma aczkolwiek odrębnej opcji dotyczącej śledzenia kart płatniczych.

Mastercard przyznaje, że dzieli się "trendami dotyczącymi transakcji" wraz z sprzedawcami i usługodawcami, aby sprawdzić efektywność kampanii reklamowych.

– Dane tyczące indywidualnych transakcji ani informacje osobowe nie są wręczane dalej – zaznacza jednak firma w oświadczeniu wysłanym Bloombergowi.

– W ramach naszej usługi pomiaru mediów detaliści i ich wyznaczeni dostawcy otrzymują informacje na temat trendach zakupowych, które będą oparte wyłącznie na zagregowanych i anonimowych danych, choćby takich jak średnia wartość zakupu bądź liczba transakcji w konkretnym okresie. Nie dostarczamy analiz dotyczących reklam, ani ich efektywności, w ujęciu dotyczącym konkretnego konsumenta – czytamy w oświadczeniu przesłanym własnej redakcji.

Mierzenie wydajności kampanii

W 2017 roku Google zaoferował reklamodawcom funkcję śledzenia efektywności kampanii w fizycznych sklepach. Firma dodała, iż ma dostęp do mniej więcej 70 proc. danych dotyczących kart kredytowych i debetowych w USA.

Zdaniem Bloomberga może oznaczać to umowy z innymi przedsiębiorstwami finansowymi. Rzecznika Google’a dowodzi, że firma testuje funkcję z małą grupą reklamodawców w USA. Od 2014 roku firma sprawdzała, lub użytkownicy jej usług odwiedzają fizyczne sklepy reklamodawców.

– Nasza usługa pomiaru mediów umożliwia detalistom i ich wyznaczonym dostawcom szukanie skuteczności kampanii reklamowych. Detaliści przekazują nam dane o ich kampaniach reklamowych, takie jak daty ich wszczęcia i zakończenia, a Mastercard dostarcza im analizę kierunków w wydatkach w tym okresie – informuje Mastercard w przesłanym oświadczeniu.

Mastercard: nie wiemy jakie produkty kupują konsumenci

Do kwestie odniósł się Mastercard. W przesłanym oświadczeniu zaznacza m. in.:

Nasza sieć płatności działa tak, że nie wiemy, jakie konkretne produkty kupują konkretni konsumenci – zarówno online, jakim sposobem i w sklepach cielesnych. W ten sposób odpowiadamy na oczekiwania dotyczące intymności danych zgłaszane przez klientów i sprzedawców na całkowitym świecie. Przetwarzając płatność, mamy informacje o nazwie sprzedawcy i całkowitej wartości transakcji, ale nie o nabywanych produktach.

[artykuł aktualizowany]

Apple na Twitterze - firma uaktywniła konto po pięć latach